Author Archives: admin

Kilka dni temu zakupiłam sobie wreszcie garnek rzymski. Współpracownicy mieli sporo radochy i sugerowali, że taniej by wyszło kupić doniczkę, ale wybaczam im, bo nie wiedzą, co czynią ( :P).

Garnki rzymskie wyrabiane są z specjalnego rodzaju gliny. Służą do pieczenia lub zapiekania. Przed umieszczeniem w nich potrawy garnek należy namoczyć w wodzie, która parując w trakcie pieczenia, tworzy swoisty "mikroklimat". Tyle teoria.rzym1

Dziś w Piramidalnej była pieczeń z szynki wieprzowej. Delikatnie przyprawiona przyprawą cajun, owinięta w surowy, niewędzony boczek, obłożona rozmarynem, świeżym liściem laurowym, cebulką i czosnkiem wylądowała w garnku, bez dodatku wody czy tłuszczu.

rzym2

Piekła się trochę ponad godzinę. Pieczeń jest znakomita, bardzo krucha, ale jednocześnie soczysta, nie wiórowata, zachowała aromat ziół i warzyw. Bardzo udany debiut 🙂 Polecam!

rzym3

pasterr

Dwa warzywka na zdjęciu powyżej z twarzy są do siebie bardzo podobne i na pierwszy rzut oka można by rzec, że to dwa okazy jednego gatunku. A jednak... To mniejsze wyżej to poczciwa pietruszka. Jej rzekomy brat bliźniak to pasternak. Kolejne niegdyś popularne warzywo, nie tylko hodowane, ale też dziko rosnące. Dziś kojarzący się głównie z przedszkolną wyliczanką. Ma łagodny smak lekko podobny do rzepy lub rzodkwi, jednak bez piekącego posmaku, jest łagodny i wręcz słodkawy. Można go przyrządzać jak inne warzywa korzeniowe, gotować, piec lub jeść na surowo. Ja po prostu obrałam go, utarłam na tarce, dodałam nieco również utartego świeżego imbiru i skropiłam oliwą.

Bardzo cieszy mnie to, że do łask powracają rośliny, używane w polskiej i nie tylko kuchni już wieki temu, a potem zapomniane. Jeszcze kilka lat temu kupienie jarmużu było w zasadzie niewykonalne, a dziś przeżywa on zasłużony renesans. Jeszcze do niedawna "topinambur" był uznawany przez niektórych za zawoalowany epitet, teraz pojawia się coraz częściej w warzywniakach. Pasternak, salsefia czy skorzonera czekają w kolejce, i nie wątpię, iż i one doczekają się wielkiego come backu.

Dla mnie największą zaletą tych roślin, poza oczywiście ich niewątpliwymi cechami odżywczymi i zawartością witamin oraz mikro i makroelementów,  jest ich niszowość. Ponieważ nie hoduje się ich na skalę masową, nie są spaprane genetycznie, nie rosną w hydroponicznych kombinatach, ale uprawiają je gospodarstwa ekologiczne, w niewielkich ilościach. Przez to mam do nich większe zaufanie niż np. do marchewki, nawet z mega hiper eko bio organicznego gospodarstwa, w niczym oczywiście tym ostatnim nie ujmując.

A oto nasza dzisiejsza bohaterka - skorzonera. skorzonera

Znana również jako wężymord czarny korzeń. Tu krótka dygresja. Rzut oka do słownika włosko-polskiego sugeruje, że "skorzonera" to spolszczona zbitka słów "scorza" (skórka) i "nera" (czarna). Nb. "scorza" wymawia się "skorca", czy nie brzmi to zadziwiająco podobnie do "skórka"?

W Polsce znana od XVIII wieku, bardzo popularna z XIX w i praktycznie zapomniana później. W medycynie ludowej uważana za remedium na jad żmij, stąd nazwa "wężymord". Przedstawicielka rodziny astrowatych, więc ładnie wygląda nad ziemią (kwitnie na żółto), jej częścią jadalną jest długi korzeń, pokryty ciemnobrunatną skórką.

W czasie obierania skorzonera wydziela mleczny sok, a skórka brunatny, który barwi ręce, dobrze więc ją przygotowywać w rękawiczkach. skorzo1

Ponieważ szybko ciemnieje, bezpośrednio po obraniu wrzucamy ją do miseczki z lekko zakwaszoną wodą.

W smaku nieco przypomina szparagi, jest delikatna, nienachalna i naprawdę smaczna. Po prościutki przepis zapraszam do zakładki Dania główne.

Mam zajawkę na koktajle 🙂 Ponieważ w końcu się zebrałam i nabyłam sobie blender kielichowy, a przy okazji przeprosiłam się z Biedrą, która stała się źródłem przyzwoitych składników, przynajmniej dwa razy dziennie sobie coś miksuję 🙂

Konieczność ograniczenia produktów mlecznych wymusiła bazowanie na sokach owocowych i/lub wodzie mineralnej. Fajne 350 ml świeże soki są w Biedronce - jabłkowy, pomarańczowy i marchewkowy. Mniejsze buteleczki ze smoothie mango-marakuja lub banan-truskawka tez się nadają, jednak są dużo słodsze. Do tego - co fantazja i zawartość kuchni dyktuje. Co udatniejsze kompozycje postaram się zamieszczać na blogu.

Co może wchodzić w skład? W zasadzie wszystko. Owoce - jabłka, gruszki, owoce jagodowe, banany, cytrusy. Warzywa - świeże liściaste - szpinak, jarmuż, korzeniowe - marchewka, pietruszka, seler, buraki - surowe lub pieczone, zioła, przyprawy.

Aby wygrać tę oto praktyczną płócienną torbę z Eataly Rome trzeba poprawnie odpowiedzieć na pytanie oraz polubić i/lub udostępnić fanpage Piramidalnej na Facebooku. Odpowiedzi można udzielić w komentarzu pod postem lub na fanpage. Wygrywa pierwsza osoba, która dopełni wszystkich warunków konkursu. Powodzenia 🙂

torba

Pytanie archeologiczno-gastronomiczne.

Jak nazywał się przysmak starożytnych Rzymian produkowany ze sfermentowanych ryb i soli?

Odpowiedź: chodziło oczywiście o sos garum. Gratulacje dla zwyciężczyni 🙂

 

No, dobra. To będzie laurka dla istnej świątyni konsumpcjonizmu. Niektórzy powiedzą: Poszła baba do supermarketu i robi halo. Przecież Włochy kojarzą się z gwarnymi targowiskami albo małymi, lekko zapyziałymi sklepikami, handlującymi szwarcem, mydłem i powidłem. Obrazek fajny i przystający do romantycznego obrazu, który zakodował się pod powiekami. Bo w końcu ile romantyzmu jest w robieniu zakupów w supermarkecie? Nuuuuda i rutyna. Nie ma to jak targowiska Sycylii, gdzie stragany kipią od owoców morza, ryb, gdzie złocą się góry cytrusów, a zapach makii i soli morskiej przyprawia o zawrót głowy. Albo pachnące rozmarynem i lawendą sklepiki Toskanii, małe straganiki w agroturismach...

Z drugiej jednak strony wyobraźcie sobie miejsce, gdzie zgromadzono żarcie z całych Włoch. 4 gigantyczne piętra wypełnione ... wszystkim.

Sieć Eataly pierwszy sklep otworzyła w 2007 roku w Turynie, teraz są już w większości włoskich miast i paru miastach świata. Największy jest w Rzymie, przy stacji Roma Ostiense. Dawny Air Terminal przerobiono na gigantyczny sklep. Zajmuje w sumie 4 piętra, z czego ostatnie jest głównie biurowo-konferencyjne oraz mieści jakieś miejsca dla wtajemniczonych. Na trzech pozostałych są nie tylko stoiska i regały, ale też bary i restauracje (na każdym piętrze), piekarnia i serowarnia. Nie znajdzie się tu jednak produktów z wielkich korporacji (np. rodzimego Ferrero) czy mocno przetworzonych półproduktów. Towary pochodzą z włoskich zakładów, fabryk i manufaktur, z niewielkimi wyjątkami (czarna sól z Hawajów 😉 ). Dużo produktów eko, bio, organic, etc. Włosi mają ostatnio świra na punkcie różnych "bezów": bez glutenu, bez cukru, bez laktozy, bez soli, itp. Wybór - oszałamiający. Prawie pół parteru zajmują słodycze (biała czekolada z solonymi pistacjami... ), po sąsiedzku z warzywami i owocami. Wybór serów, także tych, których proces powstawania możemy sobie obejrzeć przez oszklone ściany serowarni. Wędliny, oliwy ustawione w porządku geograficznym. Regały z dziesiątkami gatunków ryżu, makaronu, mąka chyba ze wszystkiego. Książki kucharskie w wielu językach, akcesoria i urządzenia (jest też stoisko Kitchen Aid). Przetwory, przyprawy, wina, trufle, wszystko.

Entourage wykwintny, nowocześnie, wygodnie i ze smakiem. Mnie urwał się film na dwie godziny 🙂 Minus tego przybytku - to zdecydowanie ceny, które są dość wysokie (np. znalazłam oliwę truflową, która w sklepiku obok mojego B&B kosztowała 5 eur, a w Eataly 7,2). Coś za coś.

Wskazówki praktyczne. Eataly jest zlokalizowane w południowej części Rzymu przy Piazzale 12 Ottobre 1492, tuż obok stacji kolejowej Roma Ostiense. Najłatwiej dojechać tam metrem, linia B, kierunek Laurentina, wysiadamy na stacji Piramide i peronem udajemy się w kierunku wyjścia na Piazzale dei Partigiani, wjeżdżamy na górę i idziemy jakieś 10 minut podziemiami zgodnie z ich biegiem, wychodzimy przed samym budynkiem, w którym mieści się Eataly. Czynne codziennie od 10 do północy. W niedzielę były dzikie tłumy. eat

1 Comment

Od lat mam hopla na punkcie zakupów jedzeniowych. Z każdej podróży wracam z walizką wypchaną serami, wędlinami, przyprawami... A jeśli już takich zakupów mogę dokonać na lokalnym targu, wpadam w amok radości i otchłań rozpaczy - bo będąc gdzieś przejazdem nie mogę kupić 99% tego, co leży sobie na straganach. W takich miejscach, tak samo jak w księgarni, tracę kontakt z rzeczywistością, zawieszam się w czasie (który jednakowoż się nie chce zatrzymać ...) i przynajmniej sobie patrzę, wącham, podziwiam i snuję w myślach kulinarne plany 🙂  Moje miejsca magiczne 🙂 - sobotni targ w Lozannie, wielkie mercato przy dworcu Termini w Rzymie, lokalny bazarek na Mokotowie. Tegoroczne wakacje pozwoliły dodać do listy dwa kolejne miejsca, choć obu sporą dawkę magii odebrali turyści...

Targ na Cours Saleya w Nicei - w sercu starówki, równolegle do Promenady Anglików - kwiatowo-warzywno-owocowo-serowo-przyprawowo-mydlany. Z wersją pchlą, w poniedziałki. Suszona lawenda na wagę, mydło z Marsylii, miód, tapenady, chrupiące pieczywo. Dla chętnych podrośnięte drzewka oliwne.

La Boqueria - barcelońskie szaleństwo. Gdyby nie wściekłe tłumy turystów, głównie Japończyków fotografujących tabletami każdą oliwkę i każdego skorupiaka, byłby idealny. Ryby, skorupiaki, mięso, wędliny, grzyby, warzywa, sery, owoce na kilogramy i w barwnych kompozycjach mieszanek "na wynos", cudownie realistyczne owoce z masy cukrowej, matko!!!! Papierowe tutki, w których zamiast cukierków są kawałki suszonej szynki dojrzewającej albo małe kiełbaski... Buteleczki z oliwą, w której maceruje się chili... Grzyby o fantastycznych kształtach i kolorach...

barca2 barca3 barca4 barca5 barca6 nicea  nicea3nicea1

 

Ponieważ pogoda coraz bardziej taka sobie, uznałam, że nie ma już co zwlekać i odwlekać, bo takie kunktatorstwo źle się skończy 🙂 Pożyczyłam od sąsiadki wózeczek i na nieocenionym przedbazarku - czyli u inicjatywy prywatnej stojącej kawałek przed bazarkiem, zaopatrzyłam się w 10 kilogramów pomidorów dwóch rodzajów, kilka sporych cebul, główkę czosnku, na bazarku dołożyłam do tego dwa spore krzaki bazylii - drobnolistną i czerwoną - i tylko dzięki wózeczkowi dotachałam to do domu 🙂 Przy okazji oczywiście wizyta u przemiłej polsko-syryjskiej pary prowadzącej malutki sklepik z serami i przyprawami arabskimi, pogawędka z panem od chleba (te wielkie, chrupiące bochny są pieczone w przedwojennym ceglanym piecu, z którego korzysta już trzecie pokolenie piekarzy), szybkie zakupy w sklepiku z wędlinami - suche kiełbaski, ach.... Naprawdę, co mi strzeliło do głowy, żeby tu nie przychodzić przez tyle lat, to ja nie wiem. Głupszym pomysłem była tylko rezygnacja ze zmywarki, ale to inna historia.

Ale ad rem, czyli wracamy do pomidorów.

W ubiegłym roku przecier udał się wybornie, więc wykorzystałam sprawdzony przepis własnego autorstwa, polegający na:

- zeszkleniu na oliwie cebuli i czosnku, z grubsza posiekanych

- dodaniu pokrojonych w ósemki pomidorów (w całości)

- dorzuceniu połamanych gałązek bazylii, tymianku, rozmarynu oraz nieco chili

Wszystko to pyrkało sobie w wielkim garze aż do uzyskania zupełnej rozciapy, którą następnie przetarłam przez sito staromodną łyżką drewnianą. Ustrojstwo pt. przecierak, a przynajmniej posiadany jego egzemplarz, okazało się totalną klęską myśli technicznej. Tradycyjne sposoby rules! Następnie zagotowałam otrzymany dość rzadki przecier, przelałam do obsesyjnie starannie przygotowanych słoików (mycie płynem do naczyń w gorącej wodzie, wyparzanie wrzątkiem, suszenie w rozgrzanym piekarniku), postawiłam do góry dnem, by się zassały, a teraz pasteryzują się w piekarniku.

9 porcji pysznej zupy pomidorowej na zimę gotowe 🙂

pomidory

W CSW Zamek Ujazdowski miały miejsce II Targi Książki Kulinarnej. Udało mi się dotrzeć na nie dopiero w niedzielę, a więc w ostatnim dniu. Targi zbiegły się z Zielonym Jazdowem, cyklicznym targiem ekologicznym. Wystawców nie było wielu, ale za to doborowych. Biblioteczka wzbogaciła się o trzy pozycje, a lodówka o sporo więcej. 🙂 Najbardziej żałuję jadowicie fioletowych kalafiorów, które zniknęły ze stoiska p. Majlertów w ciągu kilkunastu minut. Znalazłam tylko jedną różyczkę i uwieczniłam, bo warta prezentacji. Oprócz tego marchew w wielu kolorach, kwiaty nasturcji (o zdecydowanym, lekko piekącym smaku), pasiaste cukinie...

marchew nasturcja zdj�cie