Tag Archives: Akademia Kulinarna Whirlpool

1 Comment

golas portobelloPod względem "dziania się" okazji gastronomiczno-kulinarnych Warszawa nie ma się czego wstydzić. Bazary, bio bazary, targi śniadaniowe, targi tematyczne, rozmaite warsztaty, tygodnie restauracyjne.... Jest w czym wybrać. Jak grzyby po deszczu powstają studia kulinarne (w sensie atelier, a nie edukacji), które oferują szeroki wachlarz warsztatów, od kuchni dla początkujących, po zajęcia dla profesjonalistów, od kuchni różnych krajów, po naukę profesjonalnego krojenia i siekania (17 technik!!!).

W ostatnim czasie tematy kulinarne stały się bardzo "trendy". Wypada bywać tu i tam, wiedzieć, co to jest tempeh i pić kawę z mlekiem sojowym. W sumie jest to fajne i świadczy o tym, że stajemy się coraz bardziej otwarci na nowe smaki, produkty, nie boimy się eksperymentować i mamy coraz większą świadomość tego co jemy. Choć czasem ocieramy się o pretensjonalność, snobizm i ortoreksję, to zjawisko jako całość jest dla mnie powodem wielkiej satysfakcji. A 20 minut czekania na falafela w Bejrucie w sobotę cieszy, bo to znaczy, że kebab i śmiecie z maka zyskały poważną konkurencję.

Ale o czym to ja chciałam... 🙂

W tym roku miałam okazję wziąć udział w trzech fajnych wydarzeniach kulinarnych. W styczniu Akademia Kulinarna Whirlpool organizowała warsztaty z kuchni toskańskiej. Wprawdzie menu nie obejmowało ribollity, którą objadałam się we Florencji, ale i tak wyglądało zachęcająco: crostini toscani (grzanki z białego chleba posmarowane pastą z wątróbek drobiowych), jajka po florencku (jajka zapiekane pod beszamelem na poduszeczce ze szpinaku), pappa al pomodoro (gęsty krem z pulpy pomidorowej, białego chleba i bulionu warzywnego), cacciucco alla livornese (gęsta zupa-gulasz z owoców morza i ryb zapiekana z sosem pomidorowym) oraz jako dolci cantucci alla senese (twarde ciasteczka z migdałami). Wszystko to podlane odpowiednią ilością Chianti, znakomicie dobranego przez szefa, Marco Ghia. Zetknięcie z kuchnią włoską, która nie ogranicza się do pizzy czy makaronu, znakomicie pokazuje jej korzenie. Wiele tych potraw to po prostu wynik biedy oraz pomysłowości włoskich kucharek i kucharzy na wykorzystanie wszystkiego, aby nic się nie marnowało. Zresztą pizza też jest takim wynikiem: był to sposób na wykorzystanie pozostałości z obiadu. Pappa al pomodoro jest chyba najwyraźniejszym tego przykładem: jak wykorzystać czerstwy chleb. To były moje drugie warsztaty w AKW i z pewnością nie ostatnie. Teraz organizują cykl zajęć poświęconych kuchni libańskiej i w czerwcu chciałabym się wybrać na warsztaty Bejrut nocą.

W marcu, w sumie przypadkiem, trafiłam na warsztaty Nasza kasza organizowane przez Akademię Smaku Bosch. Prowadzili je Mikołaj Rey i Maciej Koźlakowski. Było przesympatycznie. Uczestników sporo, więc podzielono nas na dwie grupy, co sprawiło, że chociaż udało mi się wszystkiego spróbować, to receptury już mi umknęły. W każdym razie w menu był golas lubelski (coś w rodzaju farszu do pierogów, ale zapiekanego w formie bez ciasta (stąd "golas") z kaszy gryczanej, twarogu, gotowanych ziemniaków i mięty), faszerowane grzyby portobello z białą kaszą gryczaną, budyń z kaszy jaglanej, risotto z pęczaku na bulionie rybnym. Kasze są trochę po macoszemu traktowane, jako dodatek do drugiego dania, a szkoda. Ja też mam zaległości w temacie, choć od jakiegoś czasu staram się jednak częściej jadać pęczak, kaszę jaglaną, a ostatnio zakochałam się w niepalonej gryce.

Również w marcu odbyła się inauguracyjna w tym roku Sezonowa Akcja Zakupowa, tematyczna, bo poświęcona kuchni irańskiej. Razem z gościem, Shirin Naeimi, Iranką mieszkającą obecnie w Polsce, buszowaliśmy po Hali Mirowskiej oraz irańskim sklepiku w centrum, a potem objuczeni zakupami pognaliśmy do Food Lab Studio, gdzie czekały na nas specjały kuchni irańskiej: ash reshteh (irańska zupa noworoczna, po zjedzeniu której znikają wszystkie problemy 🙂 - r-e-w-e-l-a-c-y-j-n-a. Gęsta, ze świeżych ziół, mieszanych strączkowych, z kluseczkami i chipsami z mięty, intensywna i sycąca.) Adas polo, ryż z szafranem, soczewicą, rodzynkami i wodą różaną, ciekawy, choć ciągle byłam jeszcze pod wrażeniem zupy. Na deser lody szafranowe podane w interesujący sposób z makaronem ryżowym zamrożonym w czymś w rodzaju granity z syropu cukrowego i wody różanej. Fantastyczny dzień 🙂 niecierpliwie czekam na kolejną SAZ.