Śródziemnomorskie targi

Od lat mam hopla na punkcie zakupów jedzeniowych. Z każdej podróży wracam z walizką wypchaną serami, wędlinami, przyprawami... A jeśli już takich zakupów mogę dokonać na lokalnym targu, wpadam w amok radości i otchłań rozpaczy - bo będąc gdzieś przejazdem nie mogę kupić 99% tego, co leży sobie na straganach. W takich miejscach, tak samo jak w księgarni, tracę kontakt z rzeczywistością, zawieszam się w czasie (który jednakowoż się nie chce zatrzymać ...) i przynajmniej sobie patrzę, wącham, podziwiam i snuję w myślach kulinarne plany 🙂  Moje miejsca magiczne 🙂 - sobotni targ w Lozannie, wielkie mercato przy dworcu Termini w Rzymie, lokalny bazarek na Mokotowie. Tegoroczne wakacje pozwoliły dodać do listy dwa kolejne miejsca, choć obu sporą dawkę magii odebrali turyści...

Targ na Cours Saleya w Nicei - w sercu starówki, równolegle do Promenady Anglików - kwiatowo-warzywno-owocowo-serowo-przyprawowo-mydlany. Z wersją pchlą, w poniedziałki. Suszona lawenda na wagę, mydło z Marsylii, miód, tapenady, chrupiące pieczywo. Dla chętnych podrośnięte drzewka oliwne.

La Boqueria - barcelońskie szaleństwo. Gdyby nie wściekłe tłumy turystów, głównie Japończyków fotografujących tabletami każdą oliwkę i każdego skorupiaka, byłby idealny. Ryby, skorupiaki, mięso, wędliny, grzyby, warzywa, sery, owoce na kilogramy i w barwnych kompozycjach mieszanek "na wynos", cudownie realistyczne owoce z masy cukrowej, matko!!!! Papierowe tutki, w których zamiast cukierków są kawałki suszonej szynki dojrzewającej albo małe kiełbaski... Buteleczki z oliwą, w której maceruje się chili... Grzyby o fantastycznych kształtach i kolorach...

barca2 barca3 barca4 barca5 barca6 nicea  nicea3nicea1

 

One thought on “Śródziemnomorskie targi

  1. Targowiska i bazary to temat-rzeka. Niby to samo ale każde miejsce wywołuje inne wspomnienia. Na pierwszym miejscu stawiam mały tatarski targ w Starym Krymie, gdzie można było zaopatrzyć się w owoce, warzywa czy w przyprawy bezpośrednio z samochodów lub z prowizorycznych starganów rozłożonych na klepisku. Stamtąd przywiozłam m.in. cudowne suszone pomidory i enigmatycznie opisaną mieszankę „мясо”. Zgodnie z nazwą, przyprawy znakomicie sprawdziły się przy robieniu gulaszu i innych przysmaków z mięsa. Bardzo mile wspominam też bazar w Batumi, gdzie sprzedawczyni na naszych oczach komponowała mieszanki do poszczególnych potraw. Będzie można zrobić chinkali czy sos orzechowy do bakłażanów. Poza przyprawami, przywlekliśmy stamtąd kilogramy gruzińskiej mąki (w tym z białej kukurydzy do mczadi) oraz wędzone sulguni (smakowało jak parmezan), nie wspominając o owocach... Jak tu nie kochać Gruzji?
    Odrębną kategorię stanowią całe dzielnice sklepików z wyrobami rzemieślniczymi jak w tureckim Safranbolu czy Alcaiceria w Grenadzie. Ta ostatnia, opanowana przez nacje pochodzące z drugiej strony Morza Śródziemniego, jest warta przynajmniej rzucenia okiem. Z kolei Stara Čaršija w Skopje wryła nam się w pamięć sukniami ślubnymi. TAKICH nigdzie indziej nie widziałam! Na szczęście to chyba tylko lokalna moda...
    Bałkańskie bazary (Belgrad, Ochryda) były dla nas źródłem świeżych owoców, serów, suszonej papryki czy ajwaru.
    Na tym tle bardzo elegancka i stylowa wydaje się hala targowa w Budapeszcie. Jest piękna, wycacana i... dla turystów. Choć była świetnie zaopatrzona w sztandarowe węgierskie produkty (papryka we wszystkich odmianach, salami etc.) szybko stamtąd zwialiśmy. Nie nasze klimaty. Lepiej czuliśmy się na wiedeńskim targowisku pod chmurką, w okolicy Secesji. Z artykułów spożywczych można tam było kupić chyba wszystko: począwszy od duriana, skończywszy na kiszonej kapuście. Poza tym zawsze można było ochłonąć przy kawie, lampce wina czy piwku, posilając się w jednej z wielu małych knajpek nieopodal. Taka wiedeńska elegancja ze szczyptą egzotyki. Wszak C.K blichtr zobowiązuje!
    Za to marsylska la Plaine jest multi-kulti. Dzielnica emigrantów jest pełna sklepików z produktami z krajów Maghrebu, a na targowisku sąsiadują ze sobą sprzedawca kasztanów, dżalabiji, marsylskiego mydła, przypraw zarówno do bouillabaisse jak i do tajine.
    Na koniec zostawiam chyba największe z opisanych targowisko w Kiszyniowie. Ciągnie się przez kilka przecznic. Można tam kupić chyba wszystko ale zapachy wydobywające się z części spożywczej odrzucają. Mój Chłop (zadeklarowany mięsożerca) oświadczył, że gdyby miał zaopatrywać się w mięso tylko w tym miejscu, biegusiem przeszedłby na wegetrianiazm. Tak tam śmierdziało.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.