Smaki dzieciństwa

Zamknijcie oczy i przypomnijcie sobie ukochaną potrawę waszego dzieciństwa. Jadacie czasem jeszcze?

Moje dzieciństwo przypadło na drugą połowę lat 70-tych i początek 80-tych. Niby w sklepach wiało pustką, ale z drugiej strony jakoś nie przypominam sobie, żeby brakowało podstawowych artykułów. Za to w jogurcie były całe truskawki, mleko pięknie się zsiadało, a szynka pachniała i smakowała jak szynka.

Jako mieszczuch często spędzałam weekendy, ferie lub wakacje u babci na wsi. Babcia, zarobiona jak wół, nie miała czasu na kulinarne rozpuszczanie wnuków, więc człowiek spędzał pół dnia na wielkiej pajdzie chleba ze śmietaną i cukrem oraz na tym co pożarł prosto z grządki, a wieczorem dopychał się chlebem i ciepłym mlekiem prosto od krowy. Albo babcia przyrządzała coś na szybko z produktów będących w zasięgu ręki. I chociaż zdarzyło mi się jeść w dwugwiazdkowej restauracji Michelina w Amsterdamie, w paru dobrych restauracjach w Polsce, to jakoś zawsze lepiej pamiętam babciną jajecznicę, duszone kartofle czy podpłomyki.

Dziadek już nie żyje, babcia jest na zasłużonej emeryturze, a ja nie mogę odżałować produktów z ich gospodarstwa, którym dzisiejsze "eko", "bio" i inne "organiki" mogłyby zaledwie buty czyścić. Mleko, śmietana, twaróg, jaja, mięso, wędliny, które wędził dziadek, warzywa i owoce, mąka, kasze... Chleb z niedalekiej piekarni, w wielkich okrągłych bochnach. Potrawy gotowane na kuchni opalanej węglem i drewnem, wiele godzin w niskiej temperaturze, o intensywnym smaku i aromacie, których nie da się osiągnąć na gazie czy płycie elektrycznej. I choć dzisiejszy dietetyk na widok listy składników rwałby sobie włosy z głowy garściami (ech, te tłuszcze nasycone...), to i tak zawsze będzie mi za nimi tęskno...

Po przepis na jajecznicę na zielonych pomidorach, szalenie niezdrową i obłędnie dobrą, zapraszam do działu Przepisy 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.